Na Ziemi istnieje niemal sześć tysięcy różnych języków. Jednym z nich mówią członkowie maleńkiego plemienia Piraha. Wszystkiego około 350 osób żyjących w amazońskiej dżungli. Odizolowani od reszty świata zajmują się swoimi sprawami, cierpliwie znosząc towarzystwo... podekscytowanych antropologów i językoznawców. Naukowcy nawiedzają ich, chcąc poznać kulturę ludzi żyjących niemal wyłącznie dniem codziennym, nieznających liczb, niemających własnej mitologii ani plemiennej historii. I posługujących się językiem, który składa się z siedmiu–ośmiu spółgłosek i trzech samogłosek. Nie ma w nim liczebników ani form gramatycznych pozwalających na mówienie o przeszłości lub przyszłości. To najskromniejszy zestaw spośród wszystkich języków znanych naukowcom. Ale badacze podkreślają melodyjność języka i łatwość, z jaką Piraha przechodzą od mówienia do rodzaju śpiewu. To sugeruje duże znaczenie prozodii w odczytywaniu znaczeń słów. W językach naturalnych mało jest elementów, które niczemu nie służą. Jest więc wysoce prawdopodobne, że na przykład słowo „ryba” powiedziane z inną intonacją oznacza „rybę złowioną w zeszłym tygodniu”.
To wszystko jest oczywiście dość niezwykłe, ale i inne języki dostarczają dowodów, że światopogląd, kultura i środowisko, w jakim się żyje, wpływają na mowę. My na śnieg powiemy „biały” (chyba że mieszkamy w dużym mieście). Eskimosi mają na opisanie barwy śniegu nawet kilkanaście różnych określeń. Polak, chcąc się przywitać, powie „cześć” lub „dzień dobry”. Koreańczyk musi mozolnie przygotować odpowiednią kompozycję uwzględniającą porę dnia, stopień zażyłości, jaki łączy go z rozmówcą, oraz to, czy mówi do osoby starszej, czy młodszej od siebie.
Jednak zależność język–światopogląd działa w dwie strony. – Język, którego używamy, wpływa na nasze postrzeganie świata – mówił słynny językoznawca Benjamin Lee Whorf. Co to znaczy? Lera Boroditsky z Massachusetts Institute of Technology pokazała na przykład, jak zupełnie sztuczna kategoria rodzaju gramatycznego (męski, żeński czy nijaki) wpływa na postrzeganie danego przedmiotu. Badaczka wybrała kilka wyrazów, które w różnych językach są odmiennego rodzaju. Hiszpanie poproszeni o podanie przymiotników kojarzących im się ze słowem „klucz” (w ich języku rodzaju żeńskiego) mówią: „mały”, „uroczy” „magiczny” i „intrygujący”, podczas gdy Niemcy (tam „klucz” jest męski): „niewygodny”, „ząbkowany”, „często używany”, „żłobiony”, „nacinany”. Tymczasem „most” (w niemieckim rodzaju żeńskiego) dla Niemców jest: „piękny”, „elegancki”, „delikatny”, a dla Hiszpanów (rodzaj męski): „duży”, „niebezpieczny”, „solidny”, „mocny”. – To, jak postrzegamy przedmiot, zależy od tego, czy nadajemy mu narzucone przez język cechy kobiece, czy męskie – mówi Boroditsky. – Niektóre języki narzucają nam w ten sposób ogląd świata.
Eksperci się sprzeczają o źródła języka, a ludzie nieświadomi problemu mówią sobie w najlepsze. Dlaczego? Wydaje się, że są przynajmniej dwa ważne powody: bo mogą i bo jest im to potrzebne. Mogą posługiwać się artykułowaną mową dzięki kilku ewolucyjnym wynalazkom. Mamy pionowo osadzone zęby zbliżonej wysokości. Bardzo skomplikowane mięśnie poruszające wargami. Stosunkowo małe usta, które możemy szybko otwierać i zamykać, a w środku sprawny i elastyczny język.
Ale tak naprawdę najważniejszym organem mowy jest mózg. Setki tysięcy lat treningu w działaniach analitycznych i używaniu narzędzi przygotowały nas do sprawnego tworzenia kombinacji słów i znaków. Badania aktywności mózgu rozmawiających ludzi wykazały, że do wytwarzania słów i ich rozumienia konieczna jest praca płatów skroniowych lewej półkuli, zaś emocje towarzyszące rozmowie przetwarza półkula prawa. To ludzka specjalność, bo badania mózgów komunikujących się małp nie pokazały niczego podobnego.
Ale biologia to nie wszystko. Potrzebny jest jeszcze kulturowy trening. Wiadomo, że dzieci, które od pierwszych chwil są odizolowane od języka (na przykład z powodu głuchoty), nie będą mówić. A przecież mają taki sam mózg jak inni ludzie. Ale jeśli od początku będzie się z nimi rozmawiać w języku migowym, to nie będą miały najmniejszych problemów z komunikacją. Najpierw sobie pogaworzą, migając, potem coraz sprawniej porozumieją się z innymi. Bo język nie powstałby, gdyby ludzie żyli w izolacji.
Na szczęście świadkiem narodzin i rozwoju języka może być każdy z nas, bez konieczności dalekich podróży i badań lingwistycznych. Wystarczy bacznie przyglądać się dzieciom. – W ciągu pierwszych sześciu lat życia z człowieka niemówiącego ani słowa powstaje sprawny, ukształtowany użytkownik języka. – To dopiero prawdziwy cud – uważają językoznawcy.
Piotr Kossobudzki „Przekrój”,9 kwietnia 2006